Powered By Blogger

niedziela, 3 lutego 2013

Levy strzelił w stopę. Stopę Jermaina Defoe


Od dzisiejszego popołudnia możemy wszyscy śmiać się z Daniela Levy'ego i jego polityki transferowej. Nieudana próba zakontraktowania Leandro Damiao w ostatnim dniu zimowego mercato odbiła się Tottenhamowi bolesną czkawką zaledwie trzy dni po Deadline Day. Wszystko za sprawą kontuzji, jakiej w niedzielę doznał, obecnie jedyny, napastnik Spurs, Jermain Defoe.

Daniel Levy po raz kolejny chciał wykazać się olbrzymim sprytem i nabyć świetnego zawodnika za śmieszne pieniądze. Z tego też powodu prezes Tottenhamu czekał do ostatniego dnia zimowego okna transferowego ze złożeniem oferty za snajpera Internacionalu, Leandro Damiao. W przeszłości Levy słynął bowiem z dopinania negocjacji na chwilę przed zamknięciem mercato. W taki właśnie sposób na White Hart Lane trafił chociażby Rafael van der Vaart czy Grzegorz Rasiak. Cóż, nie wszystkie transfery musiały być udane.

Od dłuższego czasu Levy ma jednak spory problem z transferami. Latem tego roku w podobny sposób prezes Spurs chciał nabyć Joao Moutinho. Wówczas działacze FC Porto nie zgodzili się jednak na ofertę Tottenhamu, przez co londyński klub po dziś dzień musi radzić sobie bez klasycznego rozgrywającego. Ten brak nie jest mimo wszystko aż tak widoczny, gdyż w roli playmakera świetnie sprawdza się Mousa Dembele, któremu udało się wypełnić lukę pozostawioną przez sprzedaż Luki Modricia do Realu Madryt.

Sprawa z napastnikiem wymaga jednak głębszego komentarza. Raz jeszcze muszę tu przypomnieć swój tekst sprzed kilku lat, w którym stwierdzałem, że Tottenham od czasu rozstania z Dimityrem Berbatowem nie posiadał napastnika z prawdziwego zdarzenia. Emmanuel Adebayor tylko w pierwszym sezonie na White Hart Lane sprawdzał się w roli snajpera. Obecnie Togijczyk jest cieniem własnego skoczka, a co gorsza przebywa na Pucharze Narodów Afryki i Andre Villas Boas nie może skorzystać z jego usług.

W każdym kolejnym okienku transferowym Tottenham łączony jest ze sprowadzeniem napastnika. Kilka lat temu w ostatnim dniu letniego mercato Daniel Levy wybrał się nawet do słonecznej Hiszpanii i składał kolejne oferty za wyróżniających się napastników z La Liga. Za Giuseppe Rossiego oferował wówczas nawet 35 mln euro. Propozycja została jednak przez Villarreal odrzucona. Na całe szczęście.

Od tego czasu Tottenham stara się nieudolnie znaleźć napastnika, który odpowie na problemy Spurs ze strzelaniem goli. Bo gdyby choć jeden napastnik londyńskiego klubu był kilerem z prawdziwego zdarzenia, to kto wie, czy popularne "Koguty" nie walczyłyby w tym momencie o pierwsze miejsce w ligowej tabeli.

Pech sprawił jednak, że obecnie Tottenham pozostał bez żadnego napastnika. Emmanuel Adebayor przebywa na Pucharze Narodów Afryki, Jermain Defoe złapał właśnie kontuzję, która wyklucza go z gry na przynajmniej trzy tygodnie, Clint Dempsey nie potrafi grać na szpicy, a młodzi Harry Kane oraz Jonathan Obika prezentują poziom League One. Trzeba być człowiekiem wielkiej wiary, by ufać, że piłkarz, który na wypożyczeniu do Norwich City zagrał w tylko pięciu spotkaniach odmieni oblicze ataku Tottenhamu. Tego ataku.

Jeszcze jakiś czas temu Andre Villas Boas odważnie twierdził, że Spurs poradzą sobie nawet jeśli nie uda im się zimą ściągnąć żadnego napastnika. Teraz AVB pewnie pluje sobie w rudą brodę i zastanawia się, dlaczego nie wpływał mocniej na prezesa swojego klubu, by ten odrobinę wcześniej ruszył na polowanie i wrócił z niego z adekwatnych rozmiarów zwierzyną. Myśliwy Levy czekał natomiast z naciśnięciem spustu do ostatniego momentu i ostatecznie przestrzelił.

Latem Leandro Damiao raczej na pewno opuści Internacional i przeniesie się do Europy. Jeśli jednak Levy będzie dalej w taki sposób załatwiać ten transfer, to Brazylijczyk na White Hart Lane nigdy nie zagra. I nie pomoże w tym ani Sandro, który przecież jest wychowankiem Internacionalu, ani agent Jana Vertonghena, który jest jednocześnie agentem Damiao, ani podpisana przez Tottenham oraz Internacional umowa partnerska. Bo Leandro nie jest napastnikiem, za którego można zaoferować 13 mln funtów i liczyć na to, że Internacional zaakceptuje propozycję. W tym wypadku, a także w wypadku sprowadzenia jakiegokolwiek napastnika robiącego różnicę, Tottenham będzie musiał pobić własny rekord transferowy. Chyba, że napastnikiem robiącym różnicę będzie raz jeszcze Louis Saha. Francuz jest do wzięcia od zaraz, za darmo i ma w rękach swoją kartę zawodniczą. Tottenhamowi powinno to wystarczyć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz