Do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego wszyscy wmawiają Tottenhamowi osowiałość na rynku transferowym w tym roku. Okej, zespół z północnego Londynu nie wydaje już tak szaleńczo pieniędzy, jak w ubiegłym letnim okienku transferowym, ale umówmy się: tym razem Spurs nie udało się wytransferować kolejnego Garetha Bale'a. Pomimo tego na White Hart Lane zawitali zawodnicy, z których Mauricio Pochettino mógłby, gdyby chciał oczywiście, zbudować całkowicie nową linię obrony Tottenhamu. I blok ten wcale nie prezentowałby się najgorzej.
Latem zeszłego roku Tottenham szastał na prawo i lewo, ale umówmy się, miał z czego. Gareth Bale kosztował Real Madryt olbrzymie pieniądze, które londyńczycy dość szybko spożytkowali na zakup nowych piłkarzy. W stolicy Anglii pojawili się między innymi Roberto Soldado, Christian Eriksen czy Erik Lamela, a ówczesny menedżer Spurs, Andre Villas Boas, wierzył, że wszystkie kawałki jego układanki od razu zaczną do siebie pasować. Los jednak boleśnie zaśmiał się Portugalczykowi w twarz. Soldado strzelał tylko z rzutów karnych, Lamela nie strzelał w ogóle, pozostali nie prezentowali się lepiej. W zasadzie jedynym pozytywem z jakiego mógł się cieszyć Villas Boas była postawa Eriksena, który, szczególnie w drugiej części sezonu, stał się kluczową postacią pierwszej jedenastki Spurs.
Już wówczas wielu ekspertów sugerowało, że Tottenham kupił za dużo piłkarze w za krótkim czasie, by wszystko od razu zaczęło funkcjonować, jak w szwajcarskim zegarku. Menedżer Arsenalu stwierdził nawet, że zakup trzech zawodników w jednym oknie transferowym, którzy z miejsca wchodzą do podstawowego składu to istna rewolucja, nie ukrywając przy tym w późniejszym czasie swojego zadowolenia z faktu, że jego prognozy się sprawdziły.
Najprawdopodobniej nauczeni tymi doświadczeniami działacze londyńskiego klubu w trwającym jeszcze oknie transferowym działają nad wyraz rozsądnie, choć niektórzy, jak Jamie Carragher, wyrażają opinię, że Tottenham jest wręcz osowiały na rynku transferowym, nie wykonując żadnych spektakularnych ruchów (takich, jak Liverpool chociażby). Legenda klubu z Anfield, a obecnie komentator piłkarski, dodaje jednak, że taka polityka może wyjść Tottenhamowi na dobre. Pierwsze mecze zdają się potwierdzać słowa Carraghera. Piłkarze, którzy zawiedli w zeszłym sezonie powoli stają się pierwszoplanowymi postaciami na White Hart Lane, a przoduje w tym Erik Lamela, któremu do pełnego przełamania brakuje już tylko gola.
Trudno zgodzić się jednak mimo to z tezą, że Tottenham nie jest aktywny na rynku transferowym. Tego lata na White Hart Lane trafiło pięciu nowych piłkarzy, z których Mauricio Pochettino, gdyby tylko miał taką chęć, mógłby utworzyć całkowicie nową linię defensywną Spurs. Jeden z nich już błyszczy. Mowa tu o Ericu Dierze, który w swoich dwóch pierwszych meczach w barwach Tottenhamu strzelił dwa gole. W Lidze Europy z dobrej strony pokazuje się także Ben Davies. DeAndre Yedlin po zakontraktowaniu przez Spurs trafił z powrotem na wypożyczenie do Seattle Sounders, Michel Vorm został sprowadzony raczej, by pełnić rolę zmiennika Hugo Llorisa, a Facundo Fazio podpisał umowę dopiero w tym tygodniu. Biorąc pod uwagę ruchy z poprzedniego okienka, to dużo, jednak tym razem transfery przeprowadzane są z głową, a poszczególni zawodnicy po prostu pasują do koncepcji nowego trenera Tottenhamu, natomiast ci, którzy nie do końca spełniliby się w takim ustawieniu, jak chociażby Michael Dawson, musieli się z Londynem pożegnać.
Do zakończenia letniego okienka transferowego jeszcze parę dni. Pochettino nie wyklucza, że Tottenham w tym okresie zaprezentuje nowych piłkarzy. Kilku z pewnością północny Londyn także opuści. Kto to będzie? Trudno na tę chwilę spekulować. Fani Tottenhamu muszą po prostu zaufać Pochettino, że obrana przez niego droga okaże się tą odpowiednią.




0 komentarze:
Prześlij komentarz