Nieświeżość Arsenalu
Letnie transfery Arsenalu, pomimo swojej pozornej niesamowitości, jak na razie także nie pokazują niczego specjalnego. Być może, tak jak w przypadku zeszłosezonowego Tottenhamu, każdy z nich potrzebuje odrobiny czasu, by poczuć styl preferowany na angielskich boiskach. Mowa tu szczególnie o Alexisie Sanchezie, kreowanym przez kibiców i media wszelakie na jedną z największych gwiazd Premier League. Nie sposób nie znaleźć tu konotacji z zawodnikiem lokalnego rywala Arsenalu, Erikiem Lamelą, który pierwszy sezon na Wyspach Brytyjskich także nie może zaliczyć do udanych. Być może olbrzymi koszt poniesiony przez klub na zawodnika plus jeszcze większa presja ze strony kibiców nie posłużyły zarówno Argentyńczykowi, jak i Chilijczykowi. I choć to dopiero druga kolejka, to chyba wszyscy możemy zgodzić się co do jednego: od gracza tego pokroju trzeba oczekiwać zdecydowanie więcej.
Nieświeżość Chelsea
Letnie roszady w składzie Chelsea jak na razie nie wpływają także odpowiednio na poziom gry zespołu ze Stamford Bridge. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że zeszłosezonowy kolektyw, który przez długą część rozgrywek stanowili "The Blues" został nieco rozbity przez nowe nabytki, które natychmiast pojawiły się w podstawowym składzie. Owszem, Diego Costa ma już na swoim koncie dwa gole, ale poza tymi trafieniami Brazylijczyk nie pokazuje niczego specjalnego, chociaż bez wątpienia jest lepszą opcją w ataku Chelsea od Fernando Torresa. Owszem, Cesc Fabregas zanotował kolejną asystę, ale - zapewne przez zbyt częste grzanie ławki w Barcelonie - nie jest on jeszcze tym Fabregasem, którego znaliśmy z czasów gry w Arsenalu. Jedynym pozytywem jest obecność w składzie londyńskiego klubu Thibaut Courtois, który wygryzł z podstawowego zestawienia Chelsea Petra Cecha i swoimi kolejnymi interwencjami udowadnia, że Jose Mourinho podjął w tym wypadku świetną decyzję. Wczorajsza interwencja w sytuacji sam na sam z Davidem Nugentem tylko potwierdza te słowa.
O Filipe Luisie czy Kurcie Zumie na chwilę obecną nie możemy nic stwierdzić, gdyż Brazylijczyk przegrywa walkę o podstawowy skład z Branislavem Ivanoviciem (i nic nie wskazuje zresztą na to, by w najbliższym czasie miało się to jakkolwiek zmienić), natomiast ten drugi najprawdopodobniej zostanie wypożyczony do innego klubu angielskiej Premier League, by okrzepnąć w lidze, bądź też będzie wystawiany w mniej ważnych spotkaniach. Didier Drogba natomiast nie został sprowadzony z powrotem na Stamford Bridge, by odgrywać tam pierwsze skrzypce. Zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej najprawdopodobniej stosowany będzie przez Mourinho w roli straszaka na innych, gdy Diego Costa na przykład stanie się Diego Costą, którego pamiętamy z drugiej połowy sezonu w Atletico Madryt.
Świeżość Swansea
Na letnich transferach, postrzegając je przez pryzmat niepełnych dwóch kolejek, jak na razie najlepiej wyszła chyba Swansea. Walijczycy wzmocnili swój skład Gylfim Sigurdssonem, który już wyrasta na lidera drużyny "Łabędzi". Zagadką na lata pozostanie dla mnie pytanie, dlaczego Islandczyk nie sprawdził się na White Hart Lane, bo widząc jego pasję, umiejętności i sposób gry prezentowany w Swansea nie jestem w stanie zrozumieć tego, co stało się z Sigurdssonem w Londynie. Być może nie pasowało mu stołeczne powietrze, a być może nie był po prostu wystawiany na swojej pozycji. Szkoda, że Mauricio Pochettino z taką łatwością postanowił pozbyć się Siggurdsona. Być może Argentyńczykowi udałoby się wydobyć z islandzkiego playmakera to, co najlepsze. Mi pozostaje pluć w brodę, że w zasadzie bezsensownie straciliśmy piłkarza, który na samym starcie sezonu prezentuje się najlepiej; nie tylko w Swansea, ale chyba w całej Premier League. Kibice "The Swans" natomiast skaczą pod sufit zachwalając świetny transfer przeprowadzony przez swojego prezesa.
Raczej niezauważalna jest także strata Bena Daviesa. Powracający do składu Neil Taylor udowadnia, że nie ma większego problemu z tym, by grać na poziomie swojego młodszego kolegi, z czego na pewno zadowolony jest menedżer "Łabędzi", Garry Monk.
Dobrymi ruchami okazują się także transfery Bafetimbi Gomisa z Lyonu oraz Jefferson Montero
z Morelii. Obaj, choć jak na razie na boisku pojawiali się tylko w roli zmienników, pokazali duży talent do gry, a fani "Łabędzi" z pewnością będą niezwykle zadowoleni z tych zakupów. Już sama możliwość wybierania między Wilfriedem Bonym a Bafetimbi Gomisem powinna stanowić miód na uszy dla fanów Swansea.
Ja natomiast siedzę, jakby nic się nie stało i wciąż czekam, aż większość zeszłosezonowych transferów Tottenhamu w końcu udowodniła, że wydane na nich pieniądze nie zostały wyrzucone w błoto. Eriku Lamelo, Robercie Soldado, zacznijcie w końcu, do cholery, grać na swoim poziomie!



0 komentarze:
Prześlij komentarz