Powered By Blogger

niedziela, 24 sierpnia 2014

Transferowa nieświeżość

Pewne rzeczy się nie zmieniają: Arsenal znów nie rozegrał dobrych zawodów, ale mimo to udało mu się z Evertonem nie przegrać. Jak bardzo chciałbym, żeby taką umiejętność wyćwiczyli w sobie także piłkarze Tottenhamu. Czasem nie chodzi bowiem tylko o to, by publiczność cieszyła się z kolejnych, bezproduktywnych podań. Niekiedy wystarczy z zimną krwią wykorzystać tę jedną sytuację w meczu, która może przesądzić o jego losach. "Kanonierzy" to zdecydowanie potrafią, mimo iż ich gra w dniu wczorajszym nie powinna napawać optymizmem kibiców "The Gunners".

Nieświeżość Arsenalu

Letnie transfery Arsenalu, pomimo swojej pozornej niesamowitości, jak na razie także nie pokazują niczego specjalnego. Być może, tak jak w przypadku zeszłosezonowego Tottenhamu, każdy z nich potrzebuje odrobiny czasu, by poczuć styl preferowany na angielskich boiskach. Mowa tu szczególnie o Alexisie Sanchezie, kreowanym przez kibiców i media wszelakie na jedną z największych gwiazd Premier League. Nie sposób nie znaleźć tu konotacji z zawodnikiem lokalnego rywala Arsenalu, Erikiem Lamelą, który pierwszy sezon na Wyspach Brytyjskich także nie może zaliczyć do udanych. Być może olbrzymi koszt poniesiony przez klub na zawodnika plus jeszcze większa presja ze strony kibiców nie posłużyły zarówno Argentyńczykowi, jak i Chilijczykowi. I choć to dopiero druga kolejka, to chyba wszyscy możemy zgodzić się co do jednego: od gracza tego pokroju trzeba oczekiwać zdecydowanie więcej.

Wśród nowych twarzy w podstawowym składzie Arsenalu możemy zobaczyć jeszcze Mathieu Debuchy'ego oraz Caluma Chambersa i chyba tylko ten pierwszy gra obecnie na poziomie uprawniającym go do reprezentowania Arsenalu w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. Sprowadzony z Newcastle United prawy obrońca szybko zaadoptował styl preferowany przez "Kanonierów" i udowadnia, że może być świetnym następcą Bacary'ego Sagny. Chambers natomiast, zapewne ze względu na wiek i stosunkowo niewielkie doświadczenie w grze o dużą stawkę nie powinien być jak na razie postrzegany przez pryzmat automatycznego następcy sprzedanego do Barcelony Thomasa Vermaelena. Młody Anglik popełnia zbyt dużo prostych błędów i choć często nie są one zauważalne gołym okiem, gdyż doświadczony Per Mertesacker bardzo szybko rusza na ratunek swojemu młodszemu koledze, to i tak Chambersowi udało się już sprokurować kilka groźnych sytuacji pod bramką Wojciecha Szczęsnego. Wychowanek Southampton dodatkowo w drugim kolejnym meczu obejrzał żółtą kartkę, co może sugerować delikatną nerwowość jego poczynań. Oczywiście, nie jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że Chambers okaże się złym transferem Arsenalu, bo zapewne tak nie będzie. Anglik musi nieco okrzepnąć, nabrać odpowiedniego doświadczenia w walce w europejskich pucharach i wtedy najprawdopodobniej będzie jednym z podstawowych zawodników wyjściowej jedenastki Arsene'a Wengera. Na dzień dzisiejszy nie zdziwiłbym się, gdyby francuski szkoleniowiec "The Gunners" nie zechciał jeszcze przed zakończeniem letniego okienka transferowego wzmocnić swój skład dodatkowym środkowym obrońcą posiadającym już doświadczenie w walce o dużą pulę. Być może wypychany z Liverpoolu Kolo Toure byłby dobrą opcją?

Nieświeżość Chelsea

Letnie roszady w składzie Chelsea jak na razie nie wpływają także odpowiednio na poziom gry zespołu ze Stamford Bridge. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że zeszłosezonowy kolektyw, który przez długą część rozgrywek stanowili "The Blues" został nieco rozbity przez nowe nabytki, które natychmiast pojawiły się w podstawowym składzie. Owszem, Diego Costa ma już na swoim koncie dwa gole, ale poza tymi trafieniami Brazylijczyk nie pokazuje niczego specjalnego, chociaż bez wątpienia jest lepszą opcją w ataku Chelsea od Fernando Torresa. Owszem, Cesc Fabregas zanotował kolejną asystę, ale - zapewne przez zbyt częste grzanie ławki w Barcelonie - nie jest on jeszcze tym Fabregasem, którego znaliśmy z czasów gry w Arsenalu. Jedynym pozytywem jest obecność w składzie londyńskiego klubu Thibaut Courtois, który wygryzł z podstawowego zestawienia Chelsea Petra Cecha i swoimi kolejnymi interwencjami udowadnia, że Jose Mourinho podjął w tym wypadku świetną decyzję. Wczorajsza interwencja w sytuacji sam na sam z Davidem Nugentem tylko potwierdza te słowa.

O Filipe Luisie czy Kurcie Zumie na chwilę obecną nie możemy nic stwierdzić, gdyż Brazylijczyk przegrywa walkę o podstawowy skład z Branislavem Ivanoviciem (i nic nie wskazuje zresztą na to, by w najbliższym czasie miało się to jakkolwiek zmienić), natomiast ten drugi najprawdopodobniej zostanie wypożyczony do innego klubu angielskiej Premier League, by okrzepnąć w lidze, bądź też będzie wystawiany w mniej ważnych spotkaniach. Didier Drogba natomiast nie został sprowadzony z powrotem na Stamford Bridge, by odgrywać tam pierwsze skrzypce. Zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej najprawdopodobniej stosowany będzie przez Mourinho w roli straszaka na innych, gdy Diego Costa na przykład stanie się Diego Costą, którego pamiętamy z drugiej połowy sezonu w Atletico Madryt.

Świeżość Swansea

Na letnich transferach, postrzegając je przez pryzmat niepełnych dwóch kolejek, jak na razie najlepiej wyszła chyba Swansea. Walijczycy wzmocnili swój skład Gylfim Sigurdssonem, który już wyrasta na lidera drużyny "Łabędzi". Zagadką na lata pozostanie dla mnie pytanie, dlaczego Islandczyk nie sprawdził się na White Hart Lane, bo widząc jego pasję, umiejętności i sposób gry prezentowany w Swansea nie jestem w stanie zrozumieć tego, co stało się z Sigurdssonem w Londynie. Być może nie pasowało mu stołeczne powietrze, a być może nie był po prostu wystawiany na swojej pozycji. Szkoda, że Mauricio Pochettino z taką łatwością postanowił pozbyć się Siggurdsona. Być może Argentyńczykowi udałoby się wydobyć z islandzkiego playmakera to, co najlepsze. Mi pozostaje pluć w brodę, że w zasadzie bezsensownie straciliśmy piłkarza, który na samym starcie sezonu prezentuje się najlepiej; nie tylko w Swansea, ale chyba w całej Premier League. Kibice "The Swans" natomiast skaczą pod sufit zachwalając świetny transfer przeprowadzony przez swojego prezesa.

Raczej niezauważalna jest także strata Bena Daviesa. Powracający do składu Neil Taylor udowadnia, że nie ma większego problemu z tym, by grać na poziomie swojego młodszego kolegi, z czego na pewno zadowolony jest menedżer "Łabędzi", Garry Monk.

Dobrymi ruchami okazują się także transfery Bafetimbi Gomisa z Lyonu oraz Jefferson Montero
z Morelii. Obaj, choć jak na razie na boisku pojawiali się tylko w roli zmienników, pokazali duży talent do gry, a fani "Łabędzi" z pewnością będą niezwykle zadowoleni z tych zakupów. Już sama możliwość wybierania między Wilfriedem Bonym a Bafetimbi Gomisem powinna stanowić miód na uszy dla fanów Swansea.

Ja natomiast siedzę, jakby nic się nie stało i wciąż czekam, aż większość zeszłosezonowych transferów Tottenhamu w końcu udowodniła, że wydane na nich pieniądze nie zostały wyrzucone w błoto. Eriku Lamelo, Robercie Soldado, zacznijcie w końcu, do cholery, grać na swoim poziomie!

0 komentarze:

Prześlij komentarz